HOOLIGAN Project Harley Davidson 1,8 Ultima

W przeciwieństwie do poprzednich projektów, HOOLIGAN to polska riposta wobec kiczowatego, amerykańskiego stylu personifikowania motocykli. Do mojego garażu trafił w październiku 2012 roku, a było to tak:

Pod koniec 2012 roku przypłynął do Polski statek, na pokładzie którego znajdował się custom, zbudowany na bazie KIT zestawu Ultimy. Motocykl, podobnie jak setki innych sprzętów, został zakupiony na aukcji w USA. Bezwypadkowy, wyprodukowany w roku 2003, oceniając na podstawie wyglądu – użytkowany sporadycznie. Zakup troszeczkę w ciemno, zważywszy, że sprzęt od kilku lat stał nieodpalany w jakimś garażu u jankesów.  Ewidentnie wskazywały na to odciśnięcia na oponach w miejscu, w którym ogumienie stykało się z podłożem.

Pierwsze spotkanie nie napawało optymizmem. Skądinąd ciekawy motocykl był pomalowany na niebiesko i pokryty tandetnym aerografem w płomienie i czaszki. Gdzieniegdzie uwidoczniły się niewielkie odpryski, pajęczynki pęknięć lakieru, brudny i kapiący silnik, wewnątrz zbiornika rdzawa galareta. W opisie aukcji jedynie lakoniczny zapis: nie odpala.

Dokonując szczegółowych oględzin postanowiłem, że zanim rozbiorę go „na pierwsze śrubki”, najpierw sprawdzę, czy pali/jeździ. Wykręciłem świece, wyczyściłem gaźnik, przesmarowałem linki, wyrzuciłem zapaćkany filtr powietrza i skorygowałem poziom oleju. Po odłączeniu zbiornika paliwa, podpiąłem butelkę z czystą benzyną, podłączyłem „na krótko” akumulator samochodowy i… po zakręceniu wałem odpalił praktycznie „od strzału”! Uśmiech od ucha do ucha i natychmiastowa decyzja o kompleksowej odbudowie motocykla.

Na drugi dzień pakuję motocykl na lawetę i wyjeżdżamy do Słupska do warsztatu Krzyśka – człowieka, który postrzega świat przez te same okulary, co ja.

Harley błyskawicznie zostaje rozebrany do zera. Silnik, skrzynia biegów, rozrusznik, wahacz, lagi, blachy – wszystko zostało rozebrane do najmniejszego detalu i przygotowane do odświeżenia.

Gospodarz zajął się przede wszystkim wymianą uszkodzonego simmerringa, który powodował zachlapanie silnika. Na drugi rzut poszła instalacja elektryczna, którą trzeba było rozbudować o układ zasilania kierunkowskazów i klaksonu – elementów, których usilnie poszukują diagności podczas corocznych wizyt w stacjach kontroli pojazdów.

Mnie przypadła w udziale reanimacja elementów blacharskich i ramy. Pracę rozpocząłem od doszlifowania tylnego błotnika. Oryginalny profil był zdecydowanie za długi i podczas „dobijania” tylnych amortyzatorów uderzał o wahacz. Kolejno poprawiłem mocowanie zbiornika paliwa, eliminując jego boczne wychylenia oraz umożliwiając szybki i bezproblemowy demontaż. Pozostanę na chwilę przy renowacji zbiornika. Istotnym elementem było skuteczne pozbycie się sporych ilości rdzy, która zadomowiła się wewnątrz baku. Zadanie dość trudne dla kogoś, kto w dzieciństwie nie opanował Małego Chemika ale finalnie manewr zakończył się pełnym sukcesem. Odrdzewiacz z marketu zmieszany z gorącą wodą i wzbogacony Kretem okazał się wyjątkowo skuteczny.  Nie obyło się rzecz jasna bez odrobiny emocji. Po zaaplikowaniu diabelskiej mikstury, zachodzące wewnątrz baniaka procesy chemiczne spowodowały, że zbiornik zaczął rozgrzewać się niemal do czerwoności –  byłem przekonany, że wszystko zaraz eksploduje. Udało się. Nic nie dup…, a rdza zniknęła.

Po wstępnym oporządzeniu blacharskim, wszystko pojechało do piaskowania, następnie do lakierni.

Nastał czas dylematów: jak zwykle dobór kolorów i schematu malowania okazał się najtrudniejszym zadaniem. Jednego byłem pewien – żadnego aerografu! Ostateczna decyzja zapadła po kilku dniach. Rama i drobne detale zostaną pokryte na wysoki połysk trójwarstwową perłą w odcieniu „prawie czarnego brązu”. Zbiornik paliwa, oleju i błotniki pomalujemy platynowo-złotym, perłowym metalikiem, akcentowanym matowym clearem. Fantastyczny oldschoolowy efekt.

Najgorsze za nami, dalej to już kosmetyka i pieszczoty. Skręcanie ramy, montaż instalacji, zawieszenia, kół, zbiorników, wreszcie silnika i skrzyni biegów. Przedni reflektor ze względów estetycznych wymieniam na maleńki owal o średnicy jedenastu centymetrów. Nowe opony, świeże płyny eksploatacyjne, stylowe migacze i manetki, lusterka, korek wlewu… Po trzech miesiącach od przybycia na polską ziemię, HOOLIGAN wygląda lepiej, niż w chwili opuszczenia fabryki.

W połowie lutego ruszamy na pierwsze spacery. Najpierw wokół komina, aby przekonać się, że wszystko zostało dobrze poskładane i poskręcane, wreszcie pierwsza trasa na dystansie około dwustu kilometrów. Sprzęt chodzi idealnie i jest gotowy na powitanie nadchodzącego sezonu.

Dane techniczne:

  • Silnik EVO 1800 Ultima,
  • skrzynia 5 biegów HD
  • Koła Lethal Weapon z katalogu Ultima
  • przednie lagi plus półki ULTIMA:  http://www.ultimaproducts.com/41mmassy.html
  • felgi: tłoczone, aluminium  ULTIMA LETHAL WEAPON  http://www.ultimaproducts.com/lethalweapon.html
  • siodło: naturalna skóra dobrana pod kolorystykę motocykla – LaPere
  • wdechy: Big Growl z kat. ULTIMA  http://www.ultimaproducts.com/exhaust.html
  • Rama: Sente 250 Frame Kits z katalogu Custom Chrome
  • Szybkościomierz: MPH Speedo HLY504
  • Sety: GMA Forward Controls
  • Kierownica: ULTIMA http://www.ultimaproducts.com/dragbars.html
  • Sprzęgło: BDL

Levy
http://www.facebook.com/Levy.CRDS
Zdjęcia: Paweł Gaik Fotografia – Gdańsk

Udostępnij